Najważniejsi w życiu są inni


To zasada, która łączy wszystkie moje projekty. Dlatego pomagam i zapraszam Cię do wspólnego niesienia w świat idei: szczerze podarowane dobro wraca. Zawsze.


Aktywne projekty, różne ścieżki - jeden cel

Wsparcie przybiera różne formy, a każdy z tych projektów to inna odpowiedź na to samo, fundamentalne pytanie: Jak realnie poprawić życie, tu i teraz?

Finvest – grafika projektu
Finvest

Pomagam zespołom i firmom budować odporność i spokój finansowy, by każdy mógł skupić się na tym, co najważniejsze i twórcze (w pracy i nie tylko)!

Reha Pets – grafika projektu
Reha Pets

Stworzyliśmy mobilną rehabilitację dla zwierząt, które walczą o powrót do sprawności. Pomóż swojemu zwierzakowi być szczęśliwym!

Przestrzeń na Rozwój – grafika projektu
Przestrzeń na Rozwój

Moje projekty rodzą się z prawdziwych potrzeb. Dołącz do społeczności, by mieć wpływ na to, co wartościowego powstanie tu w przyszłości.

Moja Misja, która wyrosła z domu rodzinnego

Zgrzyt w systemie

Już jako dziecko chciałem być bogaty. Siedziałem w dużym pokoju i liczyłem swoje oszczędności ze skarbonki. Mama śmiała się, że zostanę księgowym. Moje podejście ewoluowało z wiekiem i myślę, że od zawsze podskórnie czułem, że pieniądze to narzędzie do uzyskania nieuchwytnej wolności, której prawie nikomu nie udaje się osiągnąć. Tylko jak ją złapać?
Skracając długą historię, poszedłem do sektora finansowego i byłem na dobrej drodze ku pracy zdalnej w londyńskim banku i pensji 200£ za godzinę.
Tylko coś w tym wszystkim było nie tak. 

Nie miałem pojęcia dlaczego skupienie, które w domu potrafiłem utrzymać godzinami tam pękało jak cienki lód. W jednej z prac koleżanka powiedziała: „Jesteś tu jedyną szczerą osobą.” Pamiętam też inną siedząca przy komputerze w open space'ie i jej puste, głuche, nic nie znaczące, mechaniczne „dzięki”. To było odrażające, bo całkiem pozbawione wdzięczności. W innej współpracownicy byli cudowni. Poza kierownikiem. Fałszywa bezstronność, notoryczne przesłuchania. „Uwziął się na Ciebie” – stwierdził kolega w trakcie przerwy. W końcu zrezygnowałem z kariery na rzecz pracy za najniższą krajową.
To była kompletna katastrofa dla moich celów, ale jednocześnie czułem się... właściwie. Jakbym po latach wyrąbywania ścieżki przez dżunglę znalazł szeroki trakt. Do niedawna nie miałem pojęcia czym on jest. 

Autentyczność.
Wychowywałem się otoczony szczerością. Wszystko było prawdziwe – ciepło, troska, bezpieczeństwo, bliskość wyrażana na wiele sposobów. Była też złość czy smutek – nie ma nic idealnego, ale wszystko było prawdziwe. To moje środowiska naturalne. Dlatego tworzę wyłącznie prawdziwe więzi i odrzucam sztuczne uśmiechy z nożami za plecami. Niepotrzebne procedury czy praca dla samej pracy to nie mój świat. Było ciemno za oknami, dwaj znajomi siedzieli oświetleni tylko lampką i ekranem monitora. „No! I to jest kawał dobrej, nikomu niepotrzebnej roboty!", powiedział jeden z nich. Genialne w tragizmie. Chcę żeby mój wysiłek, czas i energia miały znaczenie, przynosiły wartość. Jest jednak coś, co znajduje się jeszcze głębiej w mojej misji. Coś, czego nauczyła mnie mama

Dobro.
Brzmi trywialnie, ale za chwilę wyjaśnię. Mama zachorowała tak dawno, że nie pamiętam jej zdrowej – bała się, że nie doczeka moich 18. urodzin. Lata mijały, a twardzina, osteoporoza, włóknienie i wapnienie płuc zabierały jej sprawność – wykrzywiały palce, pogarszały stan płuc, samoczynnie otwierały rany, ale nie zatrzymywała się nawet długo po moim wejściu w dorosłość. Dom, praca, inni ludzie. Nieustannie pełna energii, radosna, ciekawa świata. Niedającymi się wyprostować palcami działała lepiej niż inni sprawnymi rękami, uwielbiała przyrodę, zwierzęta – szczególnie surykatki, żyła zasadą, by nie mieć wrogów, dążyć do zgody i dawać światu całe swoje dobro, bo ono zawsze wraca. Przez długi czas nie traktowałem tego poważnie. Mama – tak drobna osoba była zbyt wielka, bym objął ją rozumem. Dziesięciolecia walczyła z chorobami jak równy z równym. Aż przyszedł rak płuc – wykryty w zalążku, ale u mamy wszystkie terapie były potencjalnie zabójcze. Nikt nie chciał się podjąć leczenia. 

Walczyła dalej bez pomocy lekarzy. W 5. roku od diagnozy płuca stały się tak mało wydolne, że duszności nie pozwoliły pracować dalej. Na wizycie w Łodzi profesor onkologii i pulmonologii nie mógł uwierzyć, że to rak płuc póki nie zobaczył zdjęć z badań obrazowych. Mama żyła na kawałku jednego płuca. Profesor powiedział, że w całej swojej historii nie widział takiej osoby jak ona, ale nic nie mógł poradzić. Wtedy przyszedł tłum. Rozdawane dobro wcześniej wracało po trochu, a w tamtym czasie przybywało nawet z niespodziewanych stron. Było go tak dużo, że mama nie wiedziała dlaczego tak się dzieje. We własnych oczach nie była nikim wyjątkowym, lecz w tej sprawie nikt się z nią nie zgadzał. Wtedy zobaczyłem jak głęboko prawdziwe są zasady, którymi kierowała się w życiu i których mnie uczyła.
Tymczasem pogarszało się. Mięśnie nie dostawały wystarczającej ilości tlenu, by mogła podźwignąć się z krzesła, ale nie poddawała się. Fizjoterapeutka poleciła delikatne ćwiczenia takie jak siadanie, zaś mama robiła je pomimo potężnych duszności. Byłem z nią ostatniego dnia. Zdążyłem powiedzieć kilka ostatnich słów prawdy. 

Wiele osób przyszło ją pożegnać nie dlatego, że była znana tylko dlatego, że była kochana.
Długo nie wiedziałem co było źródłem tak olbrzymiej mocy, że trzymała w szachu samą śmierć i pozwalała do końca stać w gotowości do dalszej walki. Wciąż nie znam całej odpowiedzi. Wiem jednak, że jej częścią jest szczera dobroć. Mama chroniła mnie przed brakiem siebie, bo wiedziała, że jest dla mnie ważna, zaś ja byłem jedną z najważniejszych dla niej osób. Walczyła w dużej mierze dla mnie, a każdy dzień był darem zrodzonym z najwyższego wysiłku i cierpienia.
Każdemu dawała dobro nie dlatego, że oczekiwała czegoś w zamian - po prostu uważała, że tak trzeba. Pomagała jak tylko umiała - zwyczajnie, z serca, a podarowane przez nią dobro wróciło do mnie. 

To jest mój trakt. Miejsce, gdzie zgubiłem cele, a znalazłem misję. Podążanie nim nie przychodzi mi tak łatwo jak jej, ale już wiem którędy mam iść.
Mama nie może już pomagać i dawać dobra osobiście, lecz może to robić przeze mnie. Dopóki trzymam się wyznaczonej trasy możemy to robić razem. Te wartości i mama są fundamentem tego, co robię i co chcę robić. Bo wierzę, że tak trzeba.
Na koniec chciałbym Cię zostawić z tym, czego nauczyła mnie mama.

1. Życie może nas pokonać, ale czy nas złamie zależy tylko od nas.
2. Świat jest piękny, musimy to tylko dostrzec.
3. Dobro zawsze wraca – szczególnie to podarowane z serca.

Zapraszam Cię do nas, jeśli zechcesz. Razem możemy więcej.

Zanim pójdziesz dalej, mam dla Ciebie prezent

Prezent – grafika

Moja mama zawsze miała dla innych jakiś drobiazg. Coś, co mogła podarować tak po prostu, bez okazji. Dlatego i ja mam coś dla Ciebie.


Jeśli czujesz, że to jest także Twoja droga...

...i chcesz otrzymywać więcej takich treści, stając się częścią społeczności ludzi, którzy wierzą w siłę pomagania – zapraszam Cię do siebie. Wysyłam maila rzadko, zawsze z konkretną wartością.
Nie znoszę jak ktoś spamuje i zaśmieca mi skrzynkę, więc sam tego też nie robię.

Ilustracja: koperta – newsletter
Mój fundament

W życiu najważniejsi są inni, a szczerze podarowane dobro zawsze wraca.

Społeczność